Gerard Cieślik przez całe sportowe życie związany był z jednym klubem — Ruchem Chorzów. Do dziś jest wspominany jako postać wyjątkowa, nie tylko ze względu na osiągnięcia boiskowe, ale także z powodu postawy poza murawą. Kibice mówili o nim z szacunkiem: „Pan Gerard”.
W jednym z wywiadów udzielonych Polskiej Agencji Prasowej przy okazji swoich 85. urodzin mówił, że gdyby miał przeżyć życie jeszcze raz, ponownie zostałby piłkarzem. Dodawał, że trudno wyobrazić sobie coś lepszego.
Całe serce oddał Ruchowi
Cieślik trafił do Ruchu jako 12-letni chłopak. W pierwszej drużynie zadebiutował w 1945 roku, jeszcze w rozgrywkach A-klasy. W najwyższej klasie rozgrywkowej występował w barwach chorzowskiego klubu w latach 1948–1959.
Dla „Niebieskich” rozegrał 237 ligowych spotkań, zdobywając 167 bramek. To liczby, które na trwałe zapisały go w historii polskiej piłki. Co istotne, mimo zainteresowania innych klubów, nigdy nie zdecydował się odejść z Ruchu. Sam podkreślał, że tej decyzji nie żałował.
Do końca życia mieszkał niedaleko stadionu przy Cichej i regularnie pojawiał się na meczach. Jego obecność była dla kibiców czymś naturalnym — jakby wciąż był częścią drużyny.
Bohater Stadionu Śląskiego
Gerard Cieślik zapisał się również złotymi zgłoskami w historii reprezentacji Polski. W narodowych barwach wystąpił 46 razy i zdobył 27 goli.
Najbardziej pamiętny mecz rozegrał w 1957 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Polska pokonała wtedy Związek Radziecki 2:1, a oba gole dla Biało-Czerwonych strzelił właśnie Cieślik. Spotkanie oglądało około 100 tysięcy kibiców, a zwycięstwo miało znaczenie nie tylko sportowe, ale również symboliczne i polityczne.
Choć nie osiągnął wymaganej granicy 60 występów w kadrze, został wyjątkowo włączony do Klubu Wybitnego Reprezentanta.
„Pan Gerard” — legenda kilku pokoleń
Cieślik był o siedem lat młodszy od Ruchu Chorzów, założonego 20 kwietnia 1920 roku. Przez lata życzył sobie przede wszystkim zdrowia oraz tego, by jego ukochany klub sięgnął po 15. tytuł mistrza Polski.
Dla kibiców był postacią niemal pomnikową, ale jednocześnie bardzo bliską. Szacunek do niego wykraczał poza pokolenia — cenili go zarówno ci, którzy pamiętali jego występy, jak i młodsi fani, znający go wyłącznie z opowieści, kronik i klubowej tradycji.
Podczas klubowych uroczystości, gdy zabierał głos, zapadała cisza. To najlepiej pokazuje, jaką pozycję miał w środowisku Ruchu.
Chorzów nie zapomniał
Gerard Cieślik zmarł 3 listopada 2013 roku w chorzowskim szpitalu. Miał 86 lat. Jego pogrzeb zgromadził tysiące osób — kibiców, mieszkańców, ludzi sportu i przedstawicieli różnych pokoleń. Wielu przyszło w szalikach Ruchu, oddając hołd człowiekowi, który przez całe życie pozostał wierny niebieskim barwom.
Pamięć o nim jest w Chorzowie wciąż żywa. W mieście można zobaczyć upamiętnienia poświęcone legendarnemu piłkarzowi, w tym rzeźbę przedstawiającą go z piłką, ławeczkę, pomnik przed Stadionem Śląskim oraz mural przy ul. Miarki 21.
Rocznica urodzin Gerarda Cieślika to nie tylko wspomnienie wybitnego sportowca. To także przypomnienie historii Chorzowa, Ruchu i ludzi, dla których klubowa wierność, skromność oraz przywiązanie do miejsca pochodzenia miały prawdziwe znaczenie.




