W dyskusji o Parku Śląskim pojawiło się chwytliwe hasło: Chorzów pobiera „podatek od wiewiórek”. Brzmi dobrze, łatwo się niesie, można tym zagrać emocjonalnie. Tyle że to spore uproszczenie.
Sprawa nie dotyczy wiewiórek, drzew ani alejek. Dotyczy pieniędzy. Konkretnie: pieniędzy, które albo zostaną w budżecie Chorzowa, albo zostaną umorzone spółce należącej do Województwa Śląskiego.
I tu warto powiedzieć jasno: Park Śląski nie jest jednostką miejską Chorzowa. Nie jest miejskim ogrodem, za który odpowiada prezydent miasta. To spółka wojewódzka. Ma zarząd, radę nadzorczą, majątek, przychody, umowy sponsorskie i właściciela, którym jest samorząd województwa.
Skoro więc Park działa w takiej formule, trudno oczekiwać, że Chorzów ma automatycznie rezygnować z należnych podatków. Zwłaszcza że mówimy o mieście, które naprawdę ma na co wydawać pieniądze.
Chorzów przez lata był miastem zadłużonym. I nadal nie jest w sytuacji, w której może lekką ręką odpuszczać kilka milionów złotych. Mamy drogi do remontu, szkoły, mieszkania komunalne, potrzeby seniorów, sport dzieci i młodzieży, bezpieczeństwo, zieleń miejską poza Parkiem Śląskim.
Każda złotówka, której miasto nie pobierze, nie znika w próżni. Jej po prostu nie będzie na inne zadania. Dlatego pytanie powinno brzmieć nie: „dlaczego Chorzów bierze pieniądze od Parku?”, tylko: „dlaczego Chorzów miałby z tych pieniędzy rezygnować?”
Oczywiście, Chorzowianie korzystają z Parku Śląskiego. Nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Tyle że z Parku korzystają także mieszkańcy Katowic, Siemianowic Śląskich, Świętochłowic, Rudy Śląskiej, Bytomia, Sosnowca, Tychów i całej metropolii.
Park Śląski od dawna nie jest wyłącznie „chorzowskim parkiem”. Jest centralnym parkiem aglomeracji. Symbolem regionu. Miejscem, którym chwali się całe województwo.
Skoro więc Park jest dobrem metropolitalnym, to odpowiedzialność za jego finansowanie też powinna być metropolitalna i wojewódzka. Nie można robić tak, że prestiż jest wspólny, promocja jest wojewódzka, właściciel jest wojewódzki, ale gdy pojawia się rachunek, to najlepiej, żeby zapłacił Chorzów.
A właściwie — żeby zapłacili Chorzowianie.
Bo umorzenie podatku to nie jest prezent od prezydenta. To rezygnacja z dochodu miasta. Z pieniędzy mieszkańców. Dokładnie tych samych mieszkańców, którym później mówi się, że na coś nie ma środków albo że trzeba czekać na lepsze czasy.
Jest w tej sprawie jeszcze jeden polityczny paradoks. Przez lata Chorzowem rządziła Platforma Obywatelska. Dziś środowisko PO współrządzi województwem, które odpowiada za Park Śląski. Czyli najpierw Chorzów mierzył się z problemami finansowymi po poprzednich latach rządzenia, a teraz miałby jeszcze rezygnować z dochodów, żeby odciążyć wojewódzką spółkę kontrolowaną przez ten sam obóz polityczny?
Dlaczego Chorzów ma być stratny podwójnie?
Park Śląski trzeba chronić, rozwijać i utrzymywać. Co do tego nie powinno być sporu. Ale ochrona Parku nie może oznaczać, że Chorzów ma automatycznie rezygnować z własnych dochodów, a odpowiedzialność za wojewódzką spółkę będzie przerzucana na budżet miasta.
Jeżeli województwo uważa, że niekomercyjna część Parku wymaga specjalnego finansowania, powinno takie finansowanie zapewnić. Jeżeli metropolia uważa, że Park służy mieszkańcom całego regionu, powinna współuczestniczyć w kosztach. Jeżeli Park jako spółka potrzebuje systemowego wsparcia, niech właściciel przedstawi systemowe rozwiązanie.
Ale najprostszym rozwiązaniem nie może być oczekiwanie, że Chorzów zrezygnuje z pieniędzy należnych jego mieszkańcom.
Tym bardziej że w tej sprawie jest jeszcze jeden niewygodny kontekst. Ci sami politycy, którzy dziś potrafią bardzo głośno mówić o obronie Parku, nie zawsze byli równie stanowczy, gdy chodziło o zabudowę terenów przy Parku Śląskim.
Najlepszym przykładem jest Marek Kopel — były prezydent Chorzowa, dziś radny sejmiku województwa śląskiego, figurujący w BIP województwa jako radny wybrany z listy Koalicji Obywatelskiej. W 2019 roku, podczas dyskusji w sejmiku, Kopel przekonywał, że budowa osiedli przy Parku Śląskim to dobry pomysł. Według relacji InfoKatowice, za apelem dotyczącym ochrony Parku przed zabudową głosowali wtedy radni PiS, Koalicja Obywatelska się wstrzymała, a dwóch radnych było przeciw — w tym właśnie Marek Kopel.
Firma ATAL sama informowała, że przy ul. Targowej, w sąsiedztwie Parku Śląskiego, planowała osiedle na 950 mieszkań na dawnych gruntach MTK. Co więcej, miejscowy plan nie pozwalał tam na mieszkaniówkę, dlatego inwestor skorzystał ze ścieżki lex deweloper.
Do tego dochodzi sprawa audytu krajobrazowego województwa. TVN24 opisywał, że z ochrony wyłączono 22 hektary dawnego OPT, czyli obszar postrzegany przez społeczników jako część historycznego układu Parku Śląskiego. Audyt uchwalał sejmik województwa, w którym większość miała Koalicja Obywatelska.
Dlatego trudno przyjmować bez zastrzeżeń prostą opowieść, że po jednej stronie są wyłącznie obrońcy Parku, a po drugiej ci, którzy mu szkodzą. Gdy chodzi o podatek należny Chorzowowi, słyszymy wzniosłe hasła o zieleni, wiewiórkach i dobru wspólnym. Ale gdy w grę wchodzą atrakcyjne tereny przy Parku, nagle okazuje się, że zabudowa mieszkaniowa też ma swoich zwolenników, swoje argumenty i swoich politycznych obrońców.
I właśnie dlatego Chorzów nie powinien dać się ustawić w roli wygodnego płatnika.
Bo umorzenie podatku to nie jest prezent od prezydenta. To rezygnacja z dochodu miasta. Z pieniędzy mieszkańców. Dokładnie tych samych mieszkańców, którym później mówi się, że na coś nie ma środków albo że trzeba czekać na lepsze czasy.
Hasło o „podatku od wiewiórek” jest efektowne, ale fałszuje sens sporu. Chorzów nie opodatkowuje zwierząt. Chorzów upomina się o pieniądze należne miastu od spółki działającej na jego terenie.
Jeżeli Park Śląski jest wspólny dla całej metropolii, to niech cała metropolia i województwo ponoszą za niego odpowiedzialność. Nie tylko Chorzów.




