To dobry moment, by spojrzeć na całą sprawę szerzej. Co najgłośniejsi krytycy obecnych władz robią dziś, aby pomóc Chorzowowi w sprawie estakady, pieniędzy i przebudowy miasta?
Marcin Michalik, Marek Kopel, Gabriela Morawska-Stanecka oraz część środowiska Platformy Obywatelskiej bardzo mocno zaangażowali się w spór wokół referendum. Były ostre komentarze, publiczne wystąpienia, naciski, punktowanie decyzji ratusza i konsekwentne budowanie presji na prezydenta Michałka.
Sprawa estakady stała się jednym z głównych argumentów tej politycznej ofensywy. Zamknięcie obiektu przedstawiano jako symbol problemów miasta, a odpowiedzialność próbowano kierować przede wszystkim w stronę obecnych władz Chorzowa. W praktyce jednak ta narracja dużo więcej mówiła o walce o powrót do lokalnej władzy niż o realnym planie rozwiązania problemu.
Estakada była częścią układu komunikacyjnego o znaczeniu ponadlokalnym. Korzystali z niej nie tylko mieszkańcy miasta, ale także kierowcy przejeżdżający przez Chorzów w ruchu regionalnym. Mimo to ciężar problemu spada przede wszystkim na miasto.
Oznacza to ogromne koszty, trudne decyzje komunikacyjne i konieczność przebudowy większego fragmentu miejskiej infrastruktury. To nie jest sprawa, którą da się załatwić konferencją prasową, wpisem w internecie albo kolejnym atakiem na ratusz. Potrzebne są pieniądze, zmiany ustawowe i realne wsparcie instytucji państwowych oraz regionalnych.
Właśnie w tym miejscu powinniśmy zobaczyć aktywność tych polityków, którzy tak chętnie komentowali sytuację w Chorzowie. Trudno odnaleźć realne działania polityków PO dążących do ściągnięcia do Chorzowa nowych środków finansowych. Była walka o referendum, nie ma walki o pieniądze dla Chorzowa.
Zamknięcie estakady wymusza myślenie o przebudowie układu komunikacyjnego miasta, stworzenia nowych rozwiązań drogowych, organizacji ruchu. To dyskusja o rozwoju miasta na lata, a nie tylko paliwo do lokalnej wojny politycznej.
Na tym tle warto zauważyć przykład prezydenta Sosnowca Arkadiusza Chęcińskiego, również związanego z Platformą Obywatelską. On publicznie mówi o potrzebie zmiany zasad finansowania dróg krajowych w miastach na prawach powiatu. To pokazuje, że można mówić o problemie systemowo, bez sprowadzania wszystkiego do lokalnej walki z prezydentem miasta.
W Chorzowie takiego podejścia po stronie najgłośniejszych krytyków obecnych władz nie widać. Nie ma przełomowej inicjatywy ustawowej. Nie ma skutecznego nacisku na rząd. Nie ma pieniędzy załatwionych dla miasta. Nie ma mocnego regionalnego frontu w sprawie estakady i przebudowy Chorzowa.
Tutaj powinno paść najważniejsze pytanie do lokalnych polityków Platformy: skoro potrafią skutecznie zabiegać o uwagę mediów, udzielać wywiadów i komentować każdy ruch ratusza, to gdzie są efekty ich działań dla Chorzowa? Gdzie są pieniądze? Gdzie jest projekt zmiany prawa? Gdzie jest wspólny front na rzecz miasta?
Marszałek Wojciech Saługa, jako jeden z najważniejszych polityków regionu, mógłby oczywiście wzmacniać takie starania. Władze województwa także powinny być partnerem przy tak poważnym problemie infrastrukturalnym. Ale pierwszy ciężar odpowiedzialności za polityczną aktywność wokół Chorzowa spoczywa dziś na tych, którzy lokalnie najgłośniej używali estakady jako argumentu przeciwko obecnym władzom. Podobnie działania wojewody częściej były odbierane jako element nacisku na miasto niż realna pomoc w rozwiązaniu problemu.
Po odrzuceniu wniosku referendalnego bilans staje się coraz bardziej czytelny. Była walka o referendum. Była walka o powrót do władzy. Była próba osłabienia prezydenta Michałka i obecnych władz Chorzowa. Nie było jednak równie widocznej walki o pieniądze, zmianę prawa i przebudowę miasta.
Mieszkańcy mogą więc zapytać wprost: skoro tak wiele energii włożono w polityczną próbę odwołania prezydenta, to dlaczego nie widać podobnej determinacji w walce o realne wsparcie dla miasta?




