Samo referendum jest legalnym narzędziem demokracji lokalnej. Nikt rozsądny nie powinien odbierać mieszkańcom prawa do oceny władz miasta. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy inicjatywa przedstawiana jest jako spontaniczny ruch obywatelski, a równocześnie pojawiają się informacje o zaangażowaniu polityków, osób powiązanych z Koalicją Obywatelską, Chorzowską Spółdzielnią Mieszkaniową, dawnym zapleczem samorządowym oraz lokalnymi kanałami medialnymi.
https://www.facebook.com/reel/1500256261736697
W tle sprawy jest zbiórka podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Chorzowa Szymona Michałka. O samej akcji informowała m.in. Polska Agencja Prasowa, wskazując, że inicjatorzy zarzucają prezydentowi brak pomysłu na rozwój miasta i krytykują jego politykę, w tym plany dotyczące stadionu.
Nazwiska, które pojawiają się w filmie
W materiale „Chorzów Nasze Miasto” pokazano sieć osób, które autorzy filmu wiążą z akcją referendalną. Część
z nich została przedstawiona jako osoby zbierające podpisy, część jako polityczne lub organizacyjne zaplecze,
a część jako osoby odpowiadające za medialny przekaz.
Na pierwszym planie pojawia się Marcin Michalik, opisany w filmie jako skarbnik KO na Śląsku i „polityczny architekt całej operacji”. W materiale pada sugestia, że to on miałby odgrywać jedną z kluczowych ról organizacyjnych. W filmie pojawia się również Gabriela Morawska-Stanecka, senator KO, a jej biuro senatorskie pokazano jako miejsce związane ze zbiórką podpisów.
Osobny fragment filmu poświęcono środowisku Marka Kopla. Autorzy materiału przypominają, że Kopel jest przedstawiany jako radny sejmiku z ramienia KO oraz prezes Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Oficjalna strona CHSM wskazuje Marka Kopla jako prezesa zarządu spółdzielni, a BIP województwa śląskiego potwierdza jego wybór z listy Koalicji Obywatelskiej.
W tym samym wątku wskazano Krzysztofa Kopla, opisanego jako syn Marka Kopla, pracownik Tramwajów Śląskich, osoba zatrudniona u Marcina Michalika oraz ktoś, kto — według filmu — „zbiera podpisy i koordynuje akcję”. Pojawia się także Marta Kopel, przedstawiona jako żona Krzysztofa Kopla, synowa Marka Kopla i pracownica Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Film sugeruje, że miała chodzić „od drzwi do drzwi” w ramach zbiórki.
Kolejna część dotyczy rodziny Otte. Marek Otte został pokazany jako radny KO, „mocno zaangażowany w zbiórkę” w swoim okręgu wyborczym. Obok niego pojawia się Karolina Otte, określona jako jego żona i zastępca dyrektora szkoły.
W materiale wymieniono też rodzinę Kołodziejów. Łukasz Kołodziej został przedstawiony jako wiceprezes Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i opatrzony pseudonimem „Cichociemny”, z sugestią, że „lubi działania w ciszy”. Oficjalna strona CHSM potwierdza, że Łukasz Kołodziej jest zastępcą prezesa zarządu spółdzielni. W filmie pojawia się również Waldemar Kołodziej, opisany jako osoba „mocno zaangażowana” i zbierająca podpisy.
Następny wątek to rodzina Łazikiewiczów. Piotr Łazikiewicz został opisany jako syn radnego KO Krzysztofa Łazikiewicza, pracownik Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i osoba zaangażowana w akcję. Autorzy filmu przypisują mu pseudonim „Telemarketer”. W tym fragmencie pada też znamienne zdanie: „z pół Chorzowa jest zaangażowane”.
W filmie pojawia się również Halina Hiltawska, opisana jako radna KO i lekarka. Autorzy materiału zarzucają jej zbieranie podpisów podczas badań lekarskich i wskazują, że jej przychodnia ma umowę z NFZ. Sprawa nagrania z udziałem Haliny Hiltawskiej była opisywana również przez lokalne media.
W podobnym kontekście pokazano Mariolę Roleder, byłą wiceprezydent za czasów Andrzeja Kotali. Film sugeruje, że jej przychodnia miała być punktem zbiórki podpisów, a autorzy stawiają pytanie, czy miejsce leczenia powinno być łączone z polityczną aktywnością.
W materiale wymieniono także Jarosława Rejka, przedstawionego jako pracownik Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i osoba zajmująca się obsługą prawną spółdzielni. Film określa go jako „wiernego żołnierza Marka Kopla”.
Ostatni fragment dotyczy zaplecza medialnego. Dariusz Mierzwa został pokazany jako redaktor naczelny oraz administrator grupy „Kocham Chorzów”. Autorzy filmu używają wobec tego wątku określenia „przekaz pod kontrolą” i sugerują, że każda operacja polityczna potrzebuje mediów. W filmie pojawia się także Filip Hornik, przedstawiany jako osoba medialnie rozpoznawalna, której — jak sugeruje materiał — „nie trzeba państwu przedstawiać”.
Obywatelska inicjatywa czy polityczna sieć wpływów?
Najważniejsze pytanie nie brzmi, czy osoby publiczne mogą popierać referendum. Oczywiście mogą. Politycy, radni, lekarze, pracownicy spółdzielni czy administratorzy lokalnych grup internetowych mają takie same prawa obywatelskie jak każdy mieszkaniec.
Pytanie brzmi inaczej: czy mieszkańcy Chorzowa wiedzą, kto naprawdę organizuje i napędza tę akcję?
Jeżeli referendum jest przedstawiane jako inicjatywa zwykłych mieszkańców, a jednocześnie w jego tle pojawiają się politycy KO, byli samorządowcy, osoby powiązane z Chorzowską Spółdzielnią Mieszkaniową, lokalne przychodnie, szkoły i kanały medialne, to opinia publiczna ma prawo oczekiwać pełnej transparentności.
Organizatorzy referendum powinni jasno odpowiedzieć na kilka pytań:
Czy zbiórka podpisów była koordynowana politycznie?
Czy wykorzystywano do niej miejsca pracy, przychodnie, szkoły, biura polityczne lub struktury spółdzielcze?
Kto formalnie odpowiada za punkty zbiórki podpisów?
Czy osoby pełniące funkcje publiczne działały wyłącznie prywatnie, czy korzystały ze swojej pozycji zawodowej lub społecznej?
I wreszcie: dlaczego inicjatywa przedstawiana jako obywatelska ma tak wyraźnie polityczny i środowiskowy skład?
Transparentność albo polityczny teatr
Referendum może być wyrazem obywatelskiej kontroli nad władzą. Może być też narzędziem politycznej walki, ukrytym pod hasłem „głosu mieszkańców”. Różnica między jednym a drugim polega na uczciwości wobec wyborców.
Film profilu „Chorzów Nasze Miasto” nie kończy sprawy. Raczej ją otwiera. Pokazuje nazwiska, powiązania i środowiska, które — według autorów — mają stać za akcją referendalną. Teraz ruch należy do organizatorów referendum. To oni powinni wyjaśnić mieszkańcom, czy mamy do czynienia z oddolnym ruchem obywatelskim, czy z polityczną operacją środowisk, które po utracie wpływów próbują wrócić do gry innymi metodami.
Mieszkańcy Chorzowa mają prawo nie tylko podpisać albo nie podpisać listy referendalnej. Mają też prawo wiedzieć, kto im tę listę podsuwa.




