Konstruktywnej krytyce nie poddano pracy radnego, jego decyzji czy działalności publicznej. Do politycznej walki wciągnięto jego prywatne relacje i rodzinę, budując wokół nich sensacyjną opowieść o rzekomym rozpadzie małżeństwa i relacji z inną kobietą.
Na podstawie insynuacji i niepotwierdzonych informacji prywatne życie człowieka zostało wykorzystane jako narzędzie jego publicznego dyskredytowania.
Materiał opakowano w język i grafikę rodem z tabloidu: serduszka, rozdarte fotografie, „ta trzecia”, „Moda na sukces”, hasło „co w rodzinie to nie zginie”. W tę opowieść wciągnięto także żonę i dzieci radnego, choć nie są stroną żadnego politycznego sporu.
Prywatne insynuacje zestawiono następnie z nazwami miejskich instytucji, stanowiskami i informacjami o publicznych dotacjach. Całość ma sprawiać wrażenie wielkiej układanki, choć sam tekst nie wykazuje, aby życie osobiste Kordeli miało jakikolwiek związek z przyznawaniem publicznych pieniędzy czy podejmowaniem konkretnych decyzji.
Tak produkuje się polityczny hejt.
Nie trzeba formułować oskarżenia wprost. Wystarczy je zasugerować. Nie trzeba wykazać związku między faktami – wystarczy ustawić je obok siebie. Kilka prawdziwych nazwisk, stanowisk i kwot miesza się z plotką, a następnie całość puszcza w obieg, licząc na komentarze, emocje i udostępnienia.
Właśnie dlatego ten wpis jest czymś więcej niż kolejnym ostrym materiałem o jednym radnym.
Pokazuje, że w lokalnej wojnie politycznej zaczęto wykorzystywać życie prywatne ludzi i ich rodziny jako amunicję.
To nie jest jeden wpis. To jest metoda
„Dziennik Chorzowa” od dłuższego czasu koncentruje swoje publikacje na osobach związanych z obecnymi władzami i miejskimi instytucjami. Schemat pozostaje podobny: wybrać cel, zbudować wokół niego negatywną narrację, połączyć fakty z sugestiami i pozwolić, aby materiał zaczął żyć własnym życiem w komentarzach i lokalnych grupach.
W ten sposób „według nieoficjalnych informacji” szybko zmienia się w internetowe „wszyscy przecież wiedzą”.
To właśnie mechanizm fabryki hejtu – powtarzalnej produkcji narracji, w której granica między informacją, opinią, insynuacją i plotką staje się dla odbiorcy coraz mniej widoczna.
W przypadku Kordeli przesunięto ją jeszcze dalej. Celem przestał być wyłącznie polityk. Celem stali się również jego najbliżsi.
Dla ludzi angażujących się dziś w pracę dla miasta przekaz jest brutalnie prosty: dziś zaatakowane zostaną wasze decyzje, jutro wasze nazwisko, a następnie wasze życie prywatne i rodzina.
Referendum się skończyło. Wojna informacyjna została
Nie można przy tym pomijać politycznego tła, w którym rozwinęła się obecna chorzowska wojna informacyjna.
W marcu 2026 roku rozpoczęła się inicjatywa referendum w sprawie odwołania prezydenta Szymona Michałka. Pełnomocnikiem grupy inicjatywnej był Jarosław Rejek. Ostatecznie do referendum nie doszło – Komisarz Wyborczy odrzucił wniosek z powodu niewystarczającej liczby prawidłowych podpisów.
Referendum otwarcie popierał były prezydent Chorzowa i obecny radny sejmiku Marek Kopel. Nie ograniczało się to do pojedynczej wypowiedzi. W marcowym wydaniu miesięcznika „Wspólnie”, związanego ze Stowarzyszeniem „Wspólnie dla Chorzowa”, temat referendum znalazł się na pierwszej stronie, a sam Kopel przekonywał, że referendum jest potrzebne.
Po nieudanej próbie referendalnej konflikt nie wygasł. Dawna facebookowa strona „Chorzów Referendum” została przemianowana na „Nowy Chorzów”, a osoby zaangażowane wcześniej w referendum kontynuowały działalność w nowym ruchu samorządowym. Jarosław Rejek został później prezesem Stowarzyszenia „Nowy Chorzów”.
Referendum się skończyło, ale polityczna i informacyjna wojna wokół władz Chorzowa trwa dalej
Na tym tle trzeba patrzeć na działalność anonimowych profili, lokalnych grup i kont, które regularnie powielają podobne narracje i uderzają w osoby związane z obecnym samorządem. Widać jednak mechanizm systemu naczyń połączonych: ta sama narracja pojawia się w różnych miejscach, jest podbijana komentarzami, powielana i wzmacniana, aż zaciera się granica między źródłową informacją a internetową plotką.
Najpierw celem są politycy. Potem pracownicy miejskich instytucji. Dzisiaj do walki wciągane są ich żony i dzieci. Sławomir Kordela jest radnym i jego działalność publiczna podlega krytyce. Można rozliczać jego decyzje, pracę i każdą złotówkę publicznych pieniędzy.
Jeżeli lokalna polityka dochodzi do momentu, w którym do walki z przeciwnikiem wykorzystuje się jego małżeństwo, żonę i dzieci, to jest to dowód na przekroczenie wszelkich możliwych granic…




