To koniec kilkutygodniowego politycznego spektaklu, który miał doprowadzić do przesilenia w Chorzowie. Zamiast mobilizacji mieszkańców i zapowiadanego „obywatelskiego zrywu” mamy formalną porażkę inicjatorów referendum.
Gazeta Chorzowska już wcześniej nieoficjalnie sygnalizowała, że zbiórka podpisów idzie znacznie gorzej, niż próbowali przedstawiać to organizatorzy. Dziś mamy oficjalne postanowienie Komisarza Wyborczego.
Zabrakło ponad tysiąca ważnych podpisów
Z postanowienia Komisarza Wyborczego w Katowicach I wynika, że pełnomocnik inicjatorów referendum złożył 8 020 podpisów. Po weryfikacji okazało się jednak, że tylko 6 225 z nich spełniało wymogi ustawy.
Aby referendum mogło zostać przeprowadzone, potrzeba było co najmniej 7 248 prawidłowych podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania. Oznacza to, że inicjatorom zabrakło aż 1 023 ważnych podpisów.
To zasadnicza różnica między politycznym hasłem „mamy podpisy” a realnym, ustawowym wymogiem.
Co piąty podpis był wadliwy
Skala błędów jest jedną z najbardziej wymownych części całej sprawy. Według oficjalnych danych 1 795 podpisów nie spełniło wymogów ustawy. Poziom błędów wyniósł 22,38 proc.
Wśród wad wskazano m.in. błędy dotyczące adresów, numerów PESEL, brak praw wyborczych do właściwej rady, wielokrotne podpisy tej samej osoby oraz inne uchybienia formalne. W postanowieniu znalazła się również informacja o ujawnieniu 14 numerów PESEL osób zmarłych przed dniem powiadomienia o zamiarze przeprowadzenia referendum.
To bardzo poważny sygnał. Nie przesądza on automatycznie o odpowiedzialności konkretnych osób, ale pokazuje skalę chaosu, z jakim prowadzono akcję przedstawianą mieszkańcom jako wielka inicjatywa obywatelska.
Polityczna inicjatywa zakończona porażką
Organizatorzy referendum przez tygodnie próbowali budować wrażenie szerokiego sprzeciwu wobec prezydenta Szymona Michałka. Dziś widać, że ten obraz nie wytrzymał zderzenia z formalną weryfikacją.
Trudno też utrzymywać, że była to inicjatywa całkowicie oddolna i wolna od politycznych interesów. W przestrzeni publicznej od tygodni pojawiały się pytania o zaangażowanie osób związanych z Koalicją Obywatelską oraz środowiskami powiązanymi z Chorzowską Spółdzielnią Mieszkaniową.
W materiałach i dyskusjach publicznych wskazywano m.in. nazwiska Marcina Michalika, Gabrieli Morawskiej-Staneckiej, Marka Kopla, Krzysztofa Kopla, Marty Kopel, Marka Otte, Łukasza Kołodzieja, Haliny Hiltawskiej, Marioli Roleder czy Jarosława Rejka. Część z tych osób przedstawiano jako polityczne, organizacyjne lub środowiskowe zaplecze akcji referendalnej.
Każdy mieszkaniec ma prawo popierać referendum. Politycy, radni, pracownicy spółdzielni czy osoby publiczne również mają takie prawo. Problem zaczyna się wtedy, gdy projekt z silnym politycznym zapleczem przedstawiany jest jako spontaniczny ruch zwykłych mieszkańców. Dziś ten spektakl kończy się porażką.
„Obywatelski zryw” nie przeszedł pierwszego testu
Referendum miało być pokazem siły przeciwników obecnych władz miasta. Miało udowodnić, że w Chorzowie istnieje masowy sprzeciw wobec prezydenta Michałka. Tymczasem inicjatorzy nie przeszli nawet pierwszego testu: zebrania wymaganej liczby ważnych podpisów.
To szczególnie istotne, bo próba odwołania prezydenta została podjęta krótko po tym, jak Szymon Michałek wygrał wybory samorządowe i przejął odpowiedzialność za miasto po latach rządów poprzedniego układu.
Z tej perspektywy akcja referendalna wyglądała jak próba szybkiego politycznego rewanżu środowisk, które nie pogodziły się z utratą wpływów.
W tle kontrowersje i pytania o sposób zbierania podpisów
Od początku zbiórce podpisów towarzyszyły poważne kontrowersje. W przestrzeni publicznej pojawiały się pytania o miejsca zbierania podpisów, zaangażowanie osób pełniących funkcje publiczne, wykorzystanie zaplecza politycznego oraz rolę środowisk związanych z dawną władzą w Chorzowie.
Oficjalne postanowienie Komisarza Wyborczego jest twardym dokumentem pokazującym, że pod względem formalnym akcja została przeprowadzona nieskutecznie.
Prezydent może kontynuować kadencję
Dla Chorzowa oznacza to koniec politycznego napięcia wokół referendum. Miasto nie pójdzie do urn w sprawie odwołania prezydenta. Szymon Michałek może kontynuować kadencję bez konieczności prowadzenia kampanii referendalnej.
Dla inicjatorów to bolesny wynik. Przez wiele tygodni przekonywali opinię publiczną, że są blisko celu. Ostatecznie zabrakło im ponad tysiąca ważnych podpisów. Referendum, które miało być narzędziem presji na nowe władze Chorzowa, stało się symbolem nieskuteczności jego inicjatorów. Zamiast przełomu mamy oficjalnie potwierdzony koniec akcji referendalnej.
W Chorzowie referendum nie będzie.




