Najnowsza ekspertyza nie zostawia większych złudzeń. Estakada jest w złym stanie, poziom zagrożenia określono jako krytyczny, a utrzymywanie obiektu w dłuższej perspektywie uznano za nieuzasadnione. Dopuszczany jest co najwyżej bardzo ograniczony ruch, przy stałym monitoringu i po wykonaniu dodatkowych zabezpieczeń. Stan ten według ekspertyzy maksymalnie może się utrzymywać przez pięć lat. Kto dopuścił do tego, że Chorzów znalazł się dziś pod ścianą?
Oficjalna prezentacja prof. Marka Salamaka pokazuje jasno, że już w 2002 roku kompleksowa ekspertyza oceniała stan techniczny ustroju nośnego jako niezadowalający. Wskazano wtedy główną przyczynę problemu, czyli długotrwały brak skutecznej hydroizolacji, zapisano wyraźnie, że konieczny jest pilny remont kapitalny, rozpoczęty nie później niż w 2004 roku. Co więcej, ostrzeżono też, że zwlekanie z remontem albo ograniczanie się do doraźnych napraw będzie miało poważne konsekwencje: trwałe obniżenie sprawności technicznej, spadek nośności, a w ciągu kilkunastu lat nawet całkowite wyłączenie obiektu z ruchu. Innymi słowy: miasto dostało ostrzeżenie, dostało termin i dostało jasną informację, czym skończy się bezczynność.
Dwa lata później diagnoza została powtórnie potwierdzona. W analizie porównawczej z 2004 roku powtórzono zasadnicze wnioski z 2002 roku, wskazano dodatkowe zagrożenia i zapisano, że remont powinien rozpocząć się nie później niż w 2005 roku. W tej samej prezentacji widzimy zdanie, które dziś brzmi jak akt oskarżenia wobec ówczesnego sposobu zarządzania miastem: remont „niestety zrealizowano dopiero w latach 2011–2014”. Widać tu cały mechanizm, który doprowadził nas do obecnej sytuacji. Najpierw były ekspertyzy i ostrzeżenia. Potem były lata dyskusji. A na końcu przyszedł rachunek, który dziś płacą mieszkańcy.
W latach 1991–2010 prezydentem Chorzowa był Marek Kopel. To właśnie za jego rządów znane już były ekspertyzy, które mówiły wprost, że estakada wymaga pilnych i poważnych działań. To wtedy można było jeszcze reagować wcześniej, taniej i spokojniej, zanim problem urósł do obecnej skali. Skoro ostrzeżenia padły już w 2002 i 2004 roku, to nie ma ucieczki od wniosku, że pierwsza wielka odpowiedzialność polityczna spada właśnie na ekipę Marka Kopla.
Andrzej Kotala był prezydentem Chorzowa od grudnia 2010 do maja 2024 roku, a Marcin Michalik od 2010 roku pełnił funkcję zastępcy prezydenta ds. technicznych i rozwoju. W latach 2011–2014 przeprowadzono remont, ale został wykonany po latach zwłoki, kiedy proces degradacji już dawno trwał. Nie był więc dowodem sprawczości, lecz spóźnioną odpowiedzią na problem, który od dawna należało potraktować dużo poważniej.
Dzisiaj widzimy już skutki tego całego łańcucha zaniechań. Oficjalne informacje publikowane przez miasto po drugiej ekspertyzie mówią wprost, że problemy estakady mają charakter wieloletni i wynikają zarówno z błędów w budowie, jak i z braku właściwej opieki nad konstrukcją w kolejnych dekadach użytkowania. Wskazano też, że przez lata nie oszacowano realnego wpływu przerwanych kabli na bezpieczeństwo obiektu. To bardzo mocne zdania, bo pokazują, że nie mówimy wyłącznie o historycznych błędach z lat 70., ale także o późniejszym wieloletnim braku skutecznej reakcji. A skoro tak, to obecny paraliż komunikacyjny nie jest nieszczęśliwym wypadkiem. To jest prosty skutek tego, że przez lata problem był znany, ale nie został rozwiązany na czas.
Dlatego mieszkańcy mają dziś pełne prawo czuć złość. To nie oni podejmowali decyzje. To nie oni przez lata odkładali temat. To nie oni odpowiadali za nadzór nad miejską infrastrukturą. A jednak to właśnie oni dziś stoją w korkach, jadą objazdami, tracą czas i nerwy, a centrum miasta funkcjonuje w warunkach komunikacyjnego chaosu.




